Powietrze wokół nas to brudna mieszanina. Zawiera zanieczyszczenia stałe i gazowe. Niektóre z nich są pierwotne. Pochodzą bezpośrednio z rury wydechowej samochodu lub komina fabrycznego. Inne są drugorzędne. Powstają później w wyniku reakcji chemicznych zachodzących w atmosferze. Często mówimy o tych substancjach zanieczyszczających w sposób niejasny. Wspominamy o ich pochodzeniu. Martwimy się wpływem na zdrowie. Szybko przyglądamy się poziomowi naszej koncentracji i zastanawiamy się, czy sytuacja się nie pogarsza.
Słyszałeś to już wcześniej. Ludzie z różnych środowisk twierdzą, że zanieczyszczenie w miastach gwałtownie rośnie. Obawiają się, do czego to doprowadzi. Jest to głęboko niepokojące. Prawda jest taka, że to nie oni odkryli ten trend. Po prostu powtarzają to, co zobaczą w wiadomościach. Media drukowane. Radio. TELEWIZJA.
Ale co się naprawdę dzieje?
W rzeczywistości zanieczyszczenie powietrza w miastach znacznie spadło w porównaniu z poprzednimi dekadami. Przyjrzymy się danym. Zobaczymy trendy. Narracja o ciągłym pogarszaniu się sytuacji jest w dużej mierze mitem.
To smutne, że plotki przebijają naukę. Poważne pomiary opowiadają historię. Społeczeństwo słyszy coś innego. Plotki rzadko są niewinne. Zapuszczają korzenie. Rozprzestrzeniają się. Często służą celowi, który nie jest od razu oczywisty.
Czasami plotka zaczyna się od zniekształconego lub przesadzonego faktu. Media to wzmacniają. Telewizja ma niezrównaną zdolność kształtowania opinii. Używa żywych obrazów. Przyciąga uwagę. Plotka zakorzenia się. Większość ludzi jest przekonana, że jakość powietrza stale się pogarsza.
Kto jest odpowiedzialny? Samochody. Samochody rzeczywiście są źródłem zanieczyszczeń w miastach. Każdy czuje się odpowiedzialny. Czują się winni, że za dużo jechali.
Ale istnieje głębsza warstwa. Władze wykorzystują to zbiorowe poczucie winy do uzasadnienia podwyżek podatków. Podatki paliwowe. Akcyza na olej napędowy. Podatki tytoniowe. Produkty te naprawdę zanieczyszczają środowisko i są szkodliwe dla zdrowia. To prawda.
Niektórzy naukowcy przyczyniają się jednak do szerzenia dezinformacji. Mogą wierzyć, że cel uświęca środki. Podnoszenie świadomości na temat zanieczyszczeń może pomóc im w zdobyciu większej liczby grantów badawczych.
Łatwiej płynąć z nurtem plotek, niż z nimi walczyć. Logika zawodzi przed irracjonalnością. Jak naukowcy komunikują się ze społeczeństwem, gdy wiatr wieje w przeciwnym kierunku? Rzadko słyszy się cichy głos organizacji takiej jak AIRPARIF podczas telewizyjnej paniki związanej z rosnącym zanieczyszczeniem. Mogą wspomnieć, że poziom spadł. Jednak ich przesłania są często wyśmiewane.
Weźmy pod uwagę incydent z chmurą radioaktywną po Czarnobylu.
Szef SCPRI (Centralnej Służby Ochrony przed Promieniowaniem Jonizującym) powiedział, że opad nie będzie miał znaczącego wpływu na Francję. Zostało to naukowo udowodnione.
Średnia dawka promieniowania otrzymywana przez ludność wahała się w zależności od regionu od 5 do 15 miliremów. To było przez pierwszy rok. W kolejnych latach było już znacznie niższe. Jod-131, który stanowi około połowy radioaktywności chmury, ma krótki okres półtrwania.
Dawka ta jest znikoma w porównaniu z naturalnym promieniowaniem tła we Francji, które waha się od 100 do 300 miliremów w zależności od lokalizacji. Nie ma korelacji między zmianami w tym naturalnym promieniowaniu a częstością występowania nowotworów.
Jod-131 gromadzi się w tarczycy. Może powodować raka tarczycy u dzieci. W regionach najbardziej dotkniętych nie stwierdzono znaczącego wzrostu liczby przypadków raka tarczycy.
Ostrożne i uspokajające oświadczenie SCPRI zostało zniekształcone. Media zamieniły zniuansowaną ocenę naukową w absurdalny nagłówek. Twierdzili, że ekspert stwierdził, że „chmura nie przekroczy granicy”.
To fałszywe zdanie utkwiło w pamięci. Stała się częścią pamięci publicznej. Zignorowano rzeczywistość modelowania matematycznego.
Nic dziwnego, że naukowcy wahają się, czy zabrać głos.
Czy zanieczyszczenie jest nieszkodliwe? W okresach szczytowego zanieczyszczenia, gdy warunki atmosferyczne uniemożliwiają dyspersję, stężenia wzrastają. Te wysokie poziomy prawdopodobnie wpływają na zdrowie. Ale czy możemy winić za to jakość powietrza?
Weźmy astmę. Wydaje się, że częstotliwość kryzysów rośnie.
Substancje zanieczyszczające powietrze wchodzą w interakcję z innymi alergenami. Pyłek kwiatowy. Pleśń. Roztocza. U osób nadwrażliwych wywołują procesy zapalne.
Alergeny są wyzwalaczem. Nie są one przyczyną.
Astma obejmuje skurcze oskrzeli. Są to skurcze mięśni gładkich wokół oskrzeli i oskrzelików. Pochodzenie jest nerwowe.
Częstotliwość i intensywność ataków zależy od wpływów psychofizjologicznych. Emocje. Lęk. Wpływają na autonomiczny układ nerwowy. System ten reguluje oddychanie.
Dowody wskazują, że błędnie diagnozujemy problem. Skupiamy się na smogu. Ignorujemy układ nerwowy.
Współczesny świat jest pełen zmartwień. Ludzie pozostają bez pracy, boją się utraty pracy lub mają obsesję na punkcie ruiny finansowej. O wiele mniej niewygodnie jest zrzucać winę na brudne powietrze za problemy zdrowotne, niż stawić czoła trudnej rzeczywistości obecnej sytuacji społeczno-gospodarczej. To właśnie ten dyskomfort może być powodem, dla którego kuchenne plotki generują historie o rosnącym zanieczyszczeniu środowiska. Ta linia narracji jest łatwiejsza do uchwycenia niż rzeczywistość gospodarcza.
Spójrz na dane. W ciągu ostatniej dekady średnia długość życia nie tylko ustabilizowała się; ona dorosła.
Liczby nie kłamią
| Grupa | 1986 | 1996 | Roczny wzrost |
|---|---|---|---|
| Mężczyźni | 71,5 lat | 74 lata | 4,2 miesiąca |
| Kobiety | 79,7 lat | 82 lata | 2,8 miesiąca |
Z roku na rok żyjemy dłużej. Mężczyźni zyskują około czterech miesięcy. Prawie trzy kobiety. To nie jest wahanie. To jest trend.
Tu pojawia się pułapka logiczna. Jeśli zanieczyszczenie powietrza rzeczywiście gwałtownie wzrosło, osiągając niebezpieczny, bezprecedensowy poziom, czy tendencja ta nie powinna się odwrócić? Gdyby powietrze w naszych miastach zabijało nas szybciej, niż moglibyśmy się przystosować, średnia długość życia zmniejszyłaby się. Przestałaby. Zamiast tego nadal rośnie.
To rodzi trudne pytanie. Czy rosnąca średnia długość życia oznacza, że zanieczyszczenia nie wpływają na zdrowie? A może oznacza to, że nie ma bezpośredniej korelacji pomiędzy poziomem zanieczyszczenia środowiska a oczekiwaną długością życia? Odpowiedź nie jest taka, że zanieczyszczenie jest nieszkodliwe. Odpowiedź jest taka, że mamy do czynienia ze złożonym równaniem, w którym opieka zdrowotna, standardy bezpieczeństwa i zmiany stylu życia przeważają nad negatywnymi skutkami miejskiego smogu.
Zanieczyszczenie zmniejszyło się, ale nie zniknęło
Jakość powietrza uległa znacznej poprawie. Duszący smog epoki przemysłowej w dużej mierze ustąpił. Nie możemy jednak ignorować faktu, że atmosfera miejska w dalszym ciągu zawiera substancje zanieczyszczające. Oni tam są. Po prostu nie możemy sobie pozwolić na samozadowolenie.
Musimy uporać się z pozostałymi zanieczyszczeniami. Ale nie możemy tego robić w stanie paniki. Potrzebujemy realistycznego podejścia. Postęp wymaga, aby nauka i technologia współdziałały z czynnikami społecznymi i gospodarczymi. Te czynniki społeczno-ekonomiczne są obecnie dominującą siłą wpływającą na nasze zbiorowe zdrowie. Ignorowanie ich i obsesyjne skupianie się na niewidzialnych cząsteczkach w powietrzu jest odwróceniem uwagi. Musimy działać, ale z otwartymi oczami.
Romantyzujemy przeszłość. Wyobrażamy sobie czasy, gdy powietrze było świeże, woda czysta, a żywność pochodziła prosto z ziemi, bez interwencji chemicznej. To pocieszająca historia. Ale to głównie fikcja.
Nie było „starych dobrych czasów” nawet przed pojawieniem się płatnego urlopu. Nie istniały przed rewolucją przemysłową. Co więcej, nie istniały one w odległej przeszłości, kiedy głód i epidemie pochłonęły życie połowy populacji Francji.
Przyjrzyjmy się najpierw wodzie.
Czy była czysta? Nie. Historyk Emmanuel Le Roy Ladurie ujął to bez ogródek: picie wina było gwarancją długowieczności. Dlaczego? Ponieważ woda zawierała miazmę – zanieczyszczone powietrze, bakterie, pierwotniaki. Rzeczy, których ludzie tamtych czasów nie rozumieli. Powodowały dur brzuszny, czerwonkę i amebozę. Wino było bezpieczniejsze. Nie dlatego, że było zdrowe, ale dlatego, że ryzyko natychmiastowego zabicia było mniejsze.
A teraz o powietrzu.
Uważamy, że natura jest z natury czysta. Ale zapytaj dowolnego mieszkańca gęsto zaludnionego ośrodka miejskiego w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat, a powie ci inaczej.
Pisał o tym Seneka, rzymski filozof, już 2000 lat temu. Skarżył się na „duchające powietrze miasta” i smród z kominów, z których wydobywała się sadza i zaraza. Wyjeżdżając z miasta poczuł się zupełnie innym człowiekiem. Powietrze w starożytnym Rzymie było już duszne od dymu drzewnego.
Przejdźmy szybko do roku 1661. John Evelyn wysłał petycję do króla Anglii, w której opisał Londyn. Nazwał to „piekielną i smutną chmurą węgla”. Miasto spowijała mgła dymu i siarki. Mieszkańcy wdychali gęstą, nieczystą mgłę. Zaatakował ich płuca. To zaburzyło całą ich fizjologię. Katar, gruźlica i kaszel były w Londynie bardziej powszechne niż gdziekolwiek indziej na Ziemi.
Evelin nie przesadzała. Dokumentował wyrok śmierci wykonany w zwolnionym tempie.
Chemiczna rzeczywistość powietrza przedindustrialnego
Często zakładamy, że zanieczyszczenia to nowoczesny wynalazek. To jest błędne. To po prostu nowoczesny wymiar.
W 1883 r., u szczytu ery przemysłowej, A. Ledreau opublikował w Annals of Chemistry and Physics artykuł na temat kwasu siarkowego w atmosferze Lille we Francji. Powietrze pozostawiło posmak w gardle. Powodował chrypkę, dyskomfort w gardle i zapalenie oskrzeli. To nie tylko szkodziło ludziom; skorodował metalowe narzędzia, zniszczył zasłony i pożerał cynkowe dachy.
Spójrzmy na liczby. Analiza Ledreo wykazała 2,2 centymetra sześciennego dwutlenku siarki ($SO_2$) na metr sześcienny powietrza przy bezwietrznej pogodzie. Przy silnym wietrze liczba ta wzrosła do 1,4 centymetra sześciennego.
Przełóż to na nowoczesne jednostki miary, a liczby staną się oszałamiające.
- Bez wiatru: 5900 mikrogramów $SO_2$ na $m^3$.
- Silny wiatr: 3700 mikrogramów $SO_2$ na $m^3$.
Były to wartości średnie. Wartości średnie ukrywają szczyty. W czasach, gdy średnia długość życia była o połowę krótsza niż obecnie, nie wiemy dokładnie, ile zgonów było spowodowanych tym konkretnym zanieczyszczeniem. Ale przyczyn śmierci było wiele i były różnorodne. Samo powietrze było zabójcą.
Smog londyński 1952
Jeśli potrzebujesz dowodu, że jakość powietrza w epoce przedindustrialnej była niebezpieczna, nie szukaj dalej niż Wielki Smog w Londynie w grudniu 1952 r.
Od 5 do 9 grudnia poziom zanieczyszczeń osiągnął rekordowy poziom. W dniach 7 i 8 grudnia stężenie dwutlenku siarki osiągnęło 3800 mikrogramów na metr sześcienny w ciągu 24 godzin. Zawartość zawieszonych cząstek przekraczała 4500 mikrogramów.
Porównajmy to z tym samym okresem ubiegłego roku. Stężenie $SO_2$ było dziesięciokrotnie wyższe.
Rezultatem było coś więcej niż tylko dyskomfort. To były ogromne straty w ludziach.
- 4000 dodatkowych zgonów miało miejsce w tym tygodniu.
Śmiertelność z powodu chorób układu oddechowego wzrosła 8 razy.
Śmiertelność z powodu chorób układu krążenia wzrosła 4 razy.
Kto umarł? Głównie osoby powyżej 45 roku życia. Również niemowlęta poniżej pierwszego roku życia. Liczba przypadków zapalenia oskrzeli gwałtownie wzrosła.
To nie była „natura”. To był węgiel. To była nieefektywność przemysłu. Było to miasto, które spalało własne paliwo i zatrzymywało spaliny pod warstwą zimnego powietrza. Na określenie tego właśnie zjawiska ukuto termin „smog” (dym + mgła), jednak rzeczywistość była znacznie ciemniejsza, niż sugeruje ten zbieg słów.
Dlaczego to ma teraz znaczenie
Patrzymy wstecz na te relacje historyczne i krzywimy się. Czujemy się lepsi. Mamy filtry. Mamy zasady. Posiadamy standardy EPA i dyrektywy UE.
Jednak dane historyczne służą jako podstawa ludzkiej tolerancji.
Seneka wiedział, że powietrze jest złe. Evelyn wiedziała, że zabija swoje miasto. Ledreo zmierzył kwaśne deszcze niszczące infrastrukturę jego miasta. Smog z 1952 r. w ciągu jednego tygodnia zabił tysiące ludzi.
Mamy tendencję do myślenia o zanieczyszczeniach jako o stopniowej, niewidocznej penetracji. To jest błędne. To jest ostre. To jest mierzalne. I to jest zabójcze.
Mit o „starych, dobrych czasach” trwa, bo zapominamy, że przeżycie w tamtych czasach wymagało ignorowania smrodu. Piliśmy wino nie dlatego, że nam smakowało, ale dlatego, że woda niosła choroby. Wdychaliśmy londyńską mgłę nie dlatego, że nam się podobało, ale dlatego, że nie mieliśmy innego wyjścia.
Dziś mierzymy te rzeczy. Śledzimy mikrogramy na metr sześcienny. Rozumiemy związek pomiędzy $SO_2$ a niewydolnością oddechową.
Jednak wzór pozostaje. Wraz ze wzrostem emisji pogarszają się skutki zdrowotne. Kiedy jakość powietrza spada, w pierwszej kolejności umierają osoby najbardziej bezbronne – osoby starsze i dzieci.
Przeszłość nie była czystsza. Było po prostu mniej udokumentowane. A czasem mniej kontrolowalne, co jest prawie gorsze.
Mamy teraz dane. Wiemy dokładnie, co zawiera powietrze. Pytanie nie brzmi, czy przeszłość była czysta. Pytanie, czy faktycznie rozwiązaliśmy problem, czy po prostu przenieśliśmy dym w inne miejsce.
Rury mogą się podnieść, ale chmura pozostanie.
