додому Rozrywka Gwiazdy Jak Marilyn Monroe podbiła „Mężczyźni wolą blondynki”

Jak Marilyn Monroe podbiła „Mężczyźni wolą blondynki”

Oczekiwanie na zwiększone zainteresowanie prasy musiało być bólem głowy dla Marilyn Monroe. Zamiast tego po cichu zmieniła jej status w Twentieth Century-Fox. Studio wciąż dochodziło do siebie po kręceniu Niagary, ale 1 czerwca 1952 roku nastrój się zmienił. Fox zrobił jej niespodziankę na urodziny: ogłoszono, że zagra Lorelei Lee w filmowej adaptacji musicalu Gentlemen Prefer Blondes.

Musical na Broadwayu stał się wielkim hitem. Rolę tytułową zagrała Carol Channing, która utrzymała się w repertuarze przez ponad dwa lata. Hollywood chciało praw do tej historii. Columbia próbowała zabezpieczyć prawa do swojej własnej gwiazdy komedii o blond włosach, Judy Holliday. Pierwotnie Fox planował powierzyć tę rolę Betty Grable.

Grable był największą atrakcją kasową studia. Była znana ze swoich nóg wartych milion dolarów. Pod koniec lat czterdziestych stylizowało go wiele młodych aktorek. W tym okresie kariera Marilyn w Fox nie rozwinęła się. Jednak w 1952 roku sytuacja odwróciła się do góry nogami: gwiazda Marilyn przyćmiła sławę Grable’a.

Różnica w opłatach i umowa

Zdjęcia rozpoczęły się w listopadzie 1952 roku. Nierówność finansowa na planie była oczywista. Jane Russell, druga wiodąca aktorka, zarabiała podobno od 100 000 do 200 000 dolarów. Marilyn została zakontraktowana na zaledwie 1500 dolarów tygodniowo. Za cały film otrzymała około 18 000 dolarów.

Grable mógł kosztować Foxa 150 000 dolarów za tę samą rolę. Marilyn zrozumiała, że ​​zarabia zbyt mało. Zażądała osobnej garderoby dla siebie. To był ruch, który pokazał siłę. Powiedziała kierownictwu Foxa: „Jestem blondynką i to jest„ Panowie wolą blondynki ”.

Poranny rytuał

Prasa uwielbiała skandale. Chciała zrelacjonować rywalizację dwóch symboli seksu. Ale tak się nie stało. Podczas kręcenia filmu Marilyn i Jane Russell zbudowały silną, przyjacielską relację. Russell rozumiał branżę. Wiedziała, jak okrutna i obojętna potrafi być.

Marilyn miała poważny problem z spóźnieniem. Podczas tego kręcenia było tylko gorzej. Prawdziwy powód odkryła jej wizażystka Whitey Snyder. Nie była leniwa. Bała się kamer. Potrzebowała czasu, aby zebrać się na odwagę.

Reżyser Howard Hawks nienawidził słabych aktorów. Był wściekły z powodu jej opóźnień. Napięcie na stronie było duże. Snyder podzielił się swoimi podejrzeniami z Russellem. Russell zaczął każdego ranka składać specjalne wizyty w garderobie Mallyn.

Zaprowadziła przestraszoną młodą gwiazdę na plan. To był mały akt dobroci. Pozwolił, aby produkcja posunęła się do przodu.

Poświęcenie za kulisami spóźnień

Hawks mogli być wściekli z powodu harmonogramu. Nie mógł jednak winić jej za ciężką pracę. Marilyn zaimponowała wielu osobom na planie. Była gotowa ciężko pracować. Ćwiczyła długo, gdy wszyscy inni byli już zmęczeni. Poprosiła o przerobienie scen, które jej zdaniem nie były wystarczająco dobre. Wymagała perfekcji.

Wizerunek głupiej blondynki był maską. Za nią stała performerka, która dokładnie wiedziała, czego chce. Dostała tę rolę. Dostała swój własny pokój. I udowodniła, że ​​tam należy.

Ale kamery nie uchwyciły wszystkiego. Strach był prawdziwy. Spóźnienie było tarczą. Chronili ją, dopóki nie poczuła się gotowa wyjść na świat.

Publiczność nigdy nie widziała uścisku dłoni lub wzięcia głębokiego oddechu przed każdym ujęciem. Widzieli tylko blask. Charyzma. Doskonałość.

Łatwo zapomnieć, jak delikatna była ta gwiazda. Ile to kosztowało?

Film uczynił ją legendą. Ale cena była wysoka.

Przełom #Marylin: jak „Mężczyźni wolą blondynki” na nowo zdefiniowało jej karierę

Marilyn wiedziała, że ma szczęście. Ta rola nie była tylko kolejną pracą. Była to szansa na karierę w filmie, który odbił się szerokim echem w prasie i rywalizowały o niego inne, bardziej szanowane gwiazdy. Wiedziała, że ​​to jej szansa na zdobycie uznania krytyków. Szansa, by w końcu zostać potraktowana poważnie przez branżę, która często postrzegała ją jako po prostu ładną buźkę.

Później zyskała reputację osoby powodującej chaos na planie. Ale nie zawsze tak było. We wczesnych latach swojej kariery współpracowała z najbardziej legendarnymi reżyserami Hollywood. Czasami pracowała z nimi więcej niż raz.

Howard Hawks był jednym z takich reżyserów. Wyreżyserował już Marilyn w filmie Monkey Business. Hawks wyznawał pewną filozofię. Wierzył, że „wielka osobowość rozświetla ekran”. Dla niego, dopóki produkt końcowy odniósł sukces, wszelkie dramaty na planie nie miały znaczenia. Nie były ważne.

Hawks miał długą karierę. Wypełnił srebrne ekrany mocnymi filmami. Pamiętajcie Johna Wayne’a. Cary’ego Granta. Humphreya Bogarta. Katarzyny Hepburn. Johna Barrymore’a. Karola Lombarda. Lauren Bacall. Jego nazwisko stało się synonimem aktorów o dużym, wybitnym talencie. A Marilyn Monroe zdecydowanie pasuje do tej klasy wykonawców.

Mechanika filmu „Panowie wolą blondynki”

Film jest ciekawą mieszanką. Łączy w sobie kluczowe motywy Hawksa z cechami wspólnymi dla jego twórczości. Najbardziej znany był z filmów akcji. Miał tendencję do podkreślania męskich wartości.

Jego historie często skupiały się na parze doświadczonych profesjonalistów. Zwykle były przeciwnego typu. Ale ich sprzeciw nie był źródłem tarć. Była komplementarna.

Marilyn Monroe i Jane Russell wcieliły się w te typowo męskie role. Grali przeciwne, ale uzupełniające się typy. Lorelei była blondynką. Dorota jest brunetką. Lorelei chciała wyjść za mąż dla pieniędzy. Dorota zamierzała wyjść za mąż z miłości. Lorelei została przedstawiona jako uosobienie „głupiej blondynki”. Dorota była mądra i zaradna.

Pomimo tych skrajnych różnic obie postacie wystąpiły razem na scenie. Połączyli siły, aby rozwiązać problemy w dziedzinie romansu. Film skupia się na punkcie widzenia Lorelei i Dorothy. Badają populację mężczyzn w poszukiwaniu odpowiednich mężów lub towarzyszy.

Zastąpienie męskiego spojrzenia

W ten sposób Gentlemen Prefer Blondes parodiuje filmy, w których drapieżni mężczyźni nieustannie postrzegają kobiety jako obiekty pożądania.

Nigdzie nie jest to bardziej widoczne niż w muzycznym numerze „Ain’t There Someone Here for Love?” Dorothy przygląda się uważnie skąpo odzianym członkom amerykańskiej drużyny olimpijskiej. Pokazują przed nią swoje mięśnie.

Dynamika się zmienia. Kamera patrzy na nich. Kobiety patrzą. To odwrócenie standardowej hollywoodzkiej formuły.

Gra Marilyn nie polegała tylko na dobrym wyglądzie. Chodziło o zagranie postaci, która ma władzę. Kto podjął decyzje.

Ta rola pozwoliła jej pokazać wachlarz swoich możliwości. Dała jej platformę. Nie była tylko obiektem, na który można było patrzeć. Odwzajemniła spojrzenie.

Hawks dostrzegł wartość w tej osobie. Pozwolił jej zabłysnąć.

Film wypadł dobrze. Publiczność zareagowała.

Ale czy zmieniło to sposób, w jaki patrzyli na nią krytycy? A może nadal była blondynką?

Napięcie między jej statusem gwiazdy a umiejętnościami aktorskimi trwało nadal. Zawsze zostanie zachowane.

Jednak w tym momencie, gdy Hawks reżyserował kamerę, właśnie tego potrzebował ekran.

Pusta męska przestrzeń

Dominacja Marilyn i Jane w filmie to nie tylko ich charyzma. To jest próżnia, którą po sobie zostawiają. W filmie Mężczyźni wolą blondynki nie ma silnych, czarujących głównych bohaterów. Męskie postacie krążące wokół Dorothy i Lorelei to dziwny zbiór słabeuszy. Charles Coburn gra starzejącego się milionera żyjącego pod kontrolą żony. Jest zwiotczały i przygnębiony. George Winslow to chłopiec o bystrym spojrzeniu. Elliott Reed gra nudnego prywatnego detektywa. Jest też Tommy Nuan, syn ważnej społecznie rodziny, człowiek o słabej woli. Nosi okulary. Wygląda miękko.

„Marylin i Jane Russell po prostu zdmuchują z ekranu swoich męskich odpowiedników”.

Od pierwszego do ostatniego kadru kobiety całkowicie je przytłaczają. To jest totalna dominacja. Właśnie z tego powodu ówcześni krytycy zaatakowali film. Wskazywali na liczbę „Diamenty są najlepszym przyjacielem dziewczyny”. Scenografia tego aktu była wyraźnie męska. Ciała kobiet przywiązywano do żyrandoli. Pełniły rolę wsparcia strukturalnego. Był to wizualnie metaforyczny obraz, który nie spodobał się wczesnym recenzentom.

Głos za blondynką

Postać grana przez Marilyn Monroe, Lorelei Lee, wypowiada słowa, które wciąż wydają się niezręczne. Zdanie „Potrafię być mądry, kiedy to ma znaczenie, ale większość mężczyzn tego nie lubi” sprawiło, że nawet Marilyn wzdrygnęła się, czytając scenariusz. Było to wyraźne przypomnienie, jak ograniczone były dostępne jej role.

Jednak film „Mężczyźni wolą blondynki” uważany jest za jeden z jej najlepszych. Film działa dzięki profesjonalizmowi. Marilyn i reżyser Howard Hawks mogli zderzyć się poza ekranem. Tarcie to nigdy nie miało wpływu na końcowe cięcie. Wynik pozostaje bez zarzutu.

Sceny liczbowe są sercem filmu. Marilyn i Jane Russell nie były znane jako piosenkarki ani tancerki. Musieli ciężko pracować, aby ukończyć choreografię. Wysiłki opłaciły się. Numery etapów są dynamiczne. Świeciły na ekranie.

„Diamenty najlepszym przyjacielem dziewczyny” stały się jej wizytówką.

Liczba podkreśla jej urodę. Przekazuje łaskę. Pokazuje także młodą aktorkę u szczytu formy. Z perspektywy czasu ta scena symbolizuje moment kontroli. Trzymała swój los w swoich rękach. To było krótkotrwałe. To było radosne.

Krytycy na ogół film pokochał. Wiele osób nadal skupiało się na jej ciele. Zignorowali jej grę. Nieliczni, którzy dyskutowali o jej talentach, kłócili się o jej umiejętności. Kłócili się, czy naprawdę potrafi śpiewać i tańczyć.

Magazyn Time doniósł o konkretnym skandalu. Darryl F. Zanuck spodziewał się negatywnej reakcji. Myślał, że publiczność powie, że przyjemny głos Lorelei nie należał do Marilyn. Podpisał więc oświadczenie. Twierdził, że głos na ścieżce dźwiękowej należał do niej.

Po premierze filmu nastąpiły nagrody. Marilyn otrzymała gwiazdę w Hollywood Walk of Fame. Tempo nabierało tempa. Kolejny rozdział w jej karierze już się rozpoczął.

Exit mobile version