Naukowcy pobrali DNA z zęba antylopy liczącego 50 400 lat. Tylko z jednego zęba.
Wynik ten bije rekordy. Do tej pory naukowcy uważali, że klimat Afryki Subsaharyjskiej działa jak biologiczna gumka. Ciepło, wilgoć, bakterie – wszystko to niszczy cząsteczkę, zamieniając ją w pył. Przez wiele lat wierzyliśmy, że w tym regionie nie uda nam się pozyskać okazów starszych niż 18 000 lat dla ludzi i 9 000 lat dla zwierząt.
Ale myliliśmy się.
Hiszpania starannie chroni artefakty. Zimne i suche jaskinie skrywają swoje tajemnice. Na przykład Jaskinia Kości przechowuje dowody epoki sięgającej 400 000 lat wstecz. Afryka „nie ceni” tajemnic. Ona je niszczy. Dlatego też, gdy naukowcy zaczęli kopać głębiej – zwłaszcza w warstwach późnego plejstocenu – starali się jedynie udowodnić teoretyczną możliwość wykrycia DNA. Nie żeby to zadziałało w praktyce.
Upał zwykle wygrywa. Wydawało się, że to już ostatni punkt. Ale potem zmieniły się zasady gry.
Den de Jager z Kopenhagi i jego zespół przeanalizowali ponad 300 zębów zwierząt. Próbki datowano na ostatnie 110 000 lat. Większość nie przyniosła żadnych rezultatów. Absolutnie nic.
Ale potem pojawił się podręcznik górski (Redunca fulvorufula ).
Ząb trzonowy odnaleziono w jaskini Boomplaas w Republice Południowej Afryki. Jego wiek wynosi 50 430 lat. I DNA zostało w nim zachowane.
Czy ona się trzyma? De Jager przyznaje się do swojego sceptycyzmu. Oczywiście, że to pokazuje. Nauka wymaga wątpliwości.
Różnica między tym okazem a kolejnym najstarszym, liczącym 21 000 lat bawołem, jest ogromna. To ogromna pustka. Dodatkowo w próbce wykryto skażenie ludzkie (skażenie). Naukowcy dokładnie „oczyścili” dane i usunęli szum. Ale to wciąż rodzi pytania. Czy DNA naprawdę należy do antylopy? A może to po prostu szum w danych?
Czekać. Jest jeszcze jedna rzecz.
W Etiopii odkryto gnu liczącego 42 000 lat. Potwierdza to hipotezę: DNA utrzymuje się dłużej, niż przewidywały modele. Granica tego, co możliwe, jest wciąż niewyraźna. Nie znamy jeszcze granic mapy. Głębokie jaskinie, wysokie góry, zimne nisze – te miejsca potrafią kryć tajemnice przez wieki. Albo nawet tysiąclecia.
DNA ma okres półtrwania wynoszący 521 lat. To tykający zegar. Połowa cząsteczek ulega degradacji, następnie połowa pozostałych i tak dalej. Oczekuje się, że za 100 000 lat sygnał zniknie. Ale oto jesteśmy. I patrzymy na nici, które przetrwały pięć tysięcy lat rozkładu.
Czy to wystarczy, aby przeczytać powieść? Nie.
Czy wystarczy zbudować drzewo genealogiczne? Tak.
Naukowcy widzą linie pokrewieństwa. Potrafią śledzić krzyżowanie się gatunków. Mogą mapować miejsca, w których populacje spotykały się i mieszały. To przełom w badaniu ostatnich 50 tysiącleci.
Nie powinniśmy jednak zbytnio ekscytować się nadzieją, jaką pokładamy w naszych starożytnych krewnych.
Homo naledi ma 240 000 lat. Paranthropus solidus nie żyje od prawie miliona lat. Jedyną szansą jest kość klinowa (kość skalista) ucha wewnętrznego. Najlepiej chroni DNA. Ta kość musi być nienaruszona. W Afryce. Pod palącym słońcem.
To prawie niemożliwe. Szanse są zastraszająco małe.
Według de Jagera szczęście musi uderzyć z wielką siłą. Naprawdę mocny. A nawet wtedy środowisko jest zbyt surowe. Przeszłość ucieka szybciej, niż jesteśmy w stanie ją odkopać. Mamy takie okno czasowe. Jest teraz otwarte. Ale nie będzie otwarte wiecznie.
Zegar tyka. 521 lat na raz. Co jeszcze czai się w ciemności?
Być może nic. A może po prostu musimy sięgnąć głębiej w ciemność.
