Statek kosmiczny nie wystartował.
Przynajmniej nie dzisiaj.
16 lipca miał być kolejnym kamieniem milowym w programie superciężkich rakiet SpaceX. Lot nr 13. Trzynaście szans na triumf i oto one. Trzydzieści trzy silniki Raptor Stage 1 zaczęły strzelać, wstrząsając platformą startową w południowym Teksasie, ale nagle… cisza. System wpadł w stan paniki. Wyłączenie awaryjne nastąpiło natychmiast. Samochód stał w miejscu. czekałem.
Było blisko sukcesu. Za blisko, żeby mieć całkowity spokój ducha.
Dan Huot, dyrektor ds. zapewnienia misji w SpaceX, wyjaśnił widzom transmisji, że zespół zbada przyczyny. Wydawał się zmęczony, a może po prostu pragmatyczny.
„Poświęćmy trochę czasu… dowiedzmy się, co spowodowało tę awarię… i ustalmy, co robić dalej”.
Elon Musk zazwyczaj nie lubi czekać. Wieczorem zaproponowano rozwiązanie.
„Aby zapewnić udany lot… Najprawdopodobniej start nastąpi jutro rano” – napisał na X.
Wymieniono dwa silniki Raptor i zamontowano dwa nowe. Prosta procedura? Może. Opóźnienie następuje jednak po miesiącach szybkiego postępu.
To nie jest pierwszy lot. To już 13. edycja wersji 3.
Sprzęt się zmienił. Cele stały się bardziej rygorystyczne.
W maju tego roku lot nr 12 przebiegł stosunkowo pomyślnie. „Normalny” to mocne słowo w przemyśle kosmicznym, gdzie eksplozje zdarzają się regularnie, ale wzmacniacz Superciężkiego nie wykonał manewru lądowania, a Statek nie był w stanie ponownie uruchomić silnika w próżni. Są problemy. Małe, ale jest ich wiele.
Lot nr 13 powtarza te same zadania. Udaj się do zatoki. Zrób pętlę wokół Ziemi. Ląd w pobliżu Australii Zachodniej. Statkowi udało się to ostatnim razem, dlatego teraz cała uwaga skupiona jest na opłynięciu pierwszego etapu.
Na pokładzie znajdowały się inne ładunki.
Dwadzieścia nowych satelitów Starlink V3 wyruszyło w drogę.
Dwadzieścia.
To nie są tylko makiety testowe. Jest to część obiecanej konstelacji orbitalnej składającej się ze 100 000 satelitów, która powinna obejmować niską orbitę okołoziemską. To była ich pierwsza misja. Debiut.
Nie uda im się.
Rozmyślnie. Plan zakłada wystrzelenie ich w połowie. Suborbitalny. Przez około dwadzieścia minut, zanim grawitacja ich odciągnie. Brak długiej konserwacji dla tej partii. Wystarczy krótki rzut oka na przestrzeń. Sześć z nich jest nawet wyposażonych w kamery rejestrujące pracę zabezpieczenia termicznego statku podczas jego wejścia do atmosfery.
Dane są najważniejsze. Reszta to po prostu śmieci.
Czy wymienione silniki będą nadal działać w przyszłym tygodniu?
Zobaczymy.
SpaceX buduje rakiety, niszcząc je, a potem niszcząc coraz mniej. Dziś nastąpił kolejny krok. Kolejna linia w dzienniku pracy. Platforma startowa jest teraz pusta, ale nie na długo.
